Chcesz polepszyć zdrowie,i wzmocnić odporność organizmu?Korzystaj ze słońca, zażywaj ruchu popraw odżywianie,używaj dobrych sprawdzonych suplementów diety.Ale zanim podejmiesz aktywne działanie w celu poprawy odporności,,najpierw oczyść organizm.Wiosna to najlepszy czas na takie działania.Jak zacząć?
Zacznij od Para Protex..W moich poprzednich wpisach jest mnóstwo informacji na temat tego preparatu.Zajrzyj poczytaj,dowiedz się jak nabyć,i do dzieła.ZDROWIA ŻYCZĘ.
piątek, 7 czerwca 2013
wtorek, 28 maja 2013
JAK DBAĆ O PROSTATĘ-PROBLEMY Z RAKIEM
NIE BÓJ SIĘ RAKA
WITAM
Coraz rzadziej.piszę.Tematyka którą się zajmuję bywa bardzo zmanipulowana przez grupy wpływów.Ludzie którzy powinni dbać o nasze zdrowie widzą tylko korzyści materialne.To czyste szaleństwo.Warto więc zacząć myśleć o swoim zdrowiu samodzielnie.Inaczej większość umrze na raka nawet go nie mając.Taki paradoks pojawia się stąd że większość pacjentów umiera na skutek przyjmowania leków syntetycznych,a nie na chorobę którą niby te leki mają leczyć.
Polecam artykuł dotyczący raka prostaty-czy warto go "leczyć "?
W związku z wynikami tego badania rozpoczęto też kampanię medialną mającą na celu zakończenie prowadzenia badań przesiewowych w kierunku raka prostaty za pomocą badania stężenia antygenu PSA w osoczu. Na zakończenie tej kampanii w New York Times z 3 marca 2010 r. opublikowano artykuł autorstwa dr. Richarda Ablina – tego samego, który odkrył antygen PSA w roku 1970!
Dr Ablin zaatakował ideologię „kompletnego zapobiegania”, zachęcającą wszystkich mężczyzn, w tym tych całkowicie zdrowych, do zgłaszania się na badania, których efektem może być spirala kolejnych kosztownych i niebezpiecznych badań i zabiegów o potencjalnie katastrofalnych skutkach.
Niestety echa tego badania (opublikowanego w języku angielskim) nie dotarły do wszystkich krajów europejskich. W dalszym ciągu na ogromną skalę prowadzi się badania przesiewowe na obecność antygenu PSA. Co roku setki tysięcy mężczyzn przechodzą niepotrzebne katusze. Wielu z nich musi poddać się biopsji prostaty lub bolesnemu i zupełnie niepotrzebnemu zabiegowi usunięcia tego gruczołu.
Czytelnicy Poczty Zdrowia muszą więc zapoznać się z obiektywnymi informacjami dotyczącymi problemów z prostatą.
Prostata (stercz) to męski gruczoł wytwarzający płyn nasienny. Gruczoł ten znajduje się pod pęcherzem. Zwiększone stężenie antygenu PSA w płynie nasiennym odnotowuje się w przypadku chorób prostaty. Ponieważ część antygenu PSA przedostaje się do krwi, problemy z prostatą można także wykryć za pomocą badania krwi.
Stężenie PSA rośnie w kilku przypadkach: przy zapaleniu gruczołu krokowego, przy łagodnym przeroście prostaty (tej słynnej chorobie, która zmusza mężczyzn do wstawania w nocy w celu pójścia do toalety), a także u tych mężczyzn, u których rozwija się nowotwór prostaty.
Wyniki badań nigdy nie dają stuprocentowej pewności. Ponadto, czasami w ramach badań wykrywane są „problemy”, które nie istnieją. Na przykład badanie mammograficzne może wykryć obecność komórek nowotworowych, które nigdy nie spowodują pogorszenia jakości życia czy skrócenia życia kobiety. Podobnie wygląda to w przypadku prostaty: ryzyko związane z rakiem prostaty jest mocno przesadzone.
Wiąże się to z nadmierną obawą przed zachorowaniem na raka prostaty – obawą, która nie znajduje potwierdzenia w liczbach. Liczby mogą być przerażające: 16% mężczyzn we Francji dowiaduje się w pewnym momencie swojego życia, że ma raka prostaty. I choć świadomość zachorowania na raka nie jest niczym przyjemnym, należy zwrócić uwagę na fakt, że rak prostaty to szczególny rodzaj nowotworu.
Komórki nowotworowe znajdują się w każdej prostacie (tak samo jak w każdym innym narządzie). Nasz układ odpornościowy pracuje bezustannie, próbując zniszczyć te komórki, używając w tym celu przede wszystkim komórek NK (ang. Natural Killer – „naturalni zabójcy”).
Tak więc w większości przypadków wykryte w badaniach komórki nowotworowe nie przekształcają się w rzeczywiste guzy. Liczba komórek nowotworowych w naszym organizmie rośnie z wiekiem. Dzieje się tak szczególnie w przypadku prostaty; jednakże jest to całkowicie naturalne zjawisko. Jest ono naturalne do tego stopnia, że lekarze doszli do wniosku, iż wszyscy mężczyźni w wieku 90 lat mają raka prostaty!
Związane jest to z faktem, że podczas biopsji istnieją ogromne szanse na pobranie komórek nowotworowych. Jednakże wzrost liczby komórek nowotworowych w prostacie odbywa się w większości przypadków niezmiernie powoli. I to tak powoli, że pomimo pojawienia się guza, 80% mężczyzn, u których wystąpi „nowotwór prostaty” nie zdąży nawet tego zauważyć, bo... umrą oni z całkiem innych przyczyn!
Należy w tym miejscu przytoczyć słowa komediowego dr. Knocka: Każdy zdrowy człowiek to w rzeczywistości chory, którego chorobę się ignoruje. W związku z tym, Szanowny Czytelniku, są spore szanse, że i Ty, nawet jeśli czujesz się doskonale, możesz być dotknięty wolno rozwijającą się chorobą, która z pewnością doprowadzi do Twojej śmierci – o ile będziesz żyć wystarczająco długo, żeby się o tym przekonać!
Obecnie nikt nie wydaje się umierać z przyczyn naturalnych. Lekarze zawsze muszą znaleźć jakąś „przyczynę”: często czytamy, że znany artysta zmarł w wieku 97 lat na tę czy inną „chorobę”. Moim zdaniem, każdy, kto umiera w wieku 85 lat i więcej, umiera z przyczyn naturalnych. Nie dotyczy to oczywiście osób, które rozbiły sobie głowę czy otrzymały postrzał w klatkę piersiową.
Wróćmy jednak do raka prostaty.
• Głównym powodem odwrotu od zakrojonych na szeroką skalę badań przesiewowych pod kątem raka prostaty w USA jest fakt, że podwyższone stężenie antygenu PSA we krwi nie oznacza raka. Mimo że większość lekarzy i urologów uważa, że stężenie antygenu PSA ponad 4 ng/ml oznacza pojawienie się problemu, warto wiedzieć, że 80% mężczyzn, u których stężenie antygenu PSA wynosi pomiędzy 4 a 10 ng/ml choruje na łagodny przerost gruczołu krokowego, który nie ma nic wspólnego z rakiem, a także, że wynik taki może być spowodowany innymi przyczynami, na przykład stanem zapalnym lub przyjmowaniem leków (takich jak ibuprofen).
• Rak prostaty może wiązać się z obniżeniem stężenia antygenu PSA we krwi.
• Badanie stężenia antygenu PSA jest jak rzut monetą: pozwala ona na zdiagnozowanie jedynie 3,8% przypadków raka; oznacza to, że 96,2% nowotworów pozostaje niezdiagnozowane!
• Badania pozwalające określić stężenie antygenu PSA we krwi służą co prawda wykryciu raka, ale nie potrafią jednoznacznie określić, czy jest to łagodny i powoli rozwijający się nowotwór, który nie przysparza problemów, czy też jest to bardziej agresywny rodzaj raka.
The New England Journal of Medicine, szanowane czasopismo medyczne, opublikowało w 2009 r. wyniki dwóch badań związanych ze stężeniem antygenu PSA; jedno z tych badań przeprowadzono w Europie, a drugie – w Stanach Zjednoczonych. W badaniu amerykańskim wykazano, że w okresie do siedmiu do dziesięciu lat „zapobieganie” za pomocą badań stężenia antygenu PSA nie zmniejszyło odsetka zgonów u mężczyzn w wieku ponad 55 lat.
W badaniu prowadzonym w Europie stwierdzono niewielkie obniżenie odsetka zgonów; jednakże, aby zapobiec jednemu zgonowi, należało poddać badaniom przesiewowym aż 1410 mężczyzn, a 48 z nich musiało poddać się leczeniu. Oznacza to, że 47 mężczyzn przeszło zabieg, który być może nie był konieczny, za to najprawdopodobniej sprawił, że pozostaną impotentami lub nie będą w stanie trzymać moczu do końca życia!
Dlaczego więc nadal bada się poziom stężenia PSA we krwi?
Wyjaśnienie podane przez dr. Ablina mrozi krew w żyłach: według niego „ta ogromna fala badań przesiewowych [w USA] napędzana jest chęcią zysku”. Dodaje on również, że dzięki tym badaniom „powstała ogromna gałąź przemysłu” skupiona wokół problemów z prostatą. „Niestety, medycyna nie jest oparta na faktach naukowych: dokonujemy wyborów, a następnie próbujemy je uzasadniać, twierdząc, że zrobiliśmy to, co w tej sytuacji uznaliśmy za najlepsze”.
Wnioski? „Świat medyczny musi przejrzeć na oczy i przestać zalecać badania stężenia antygenu PSA na tak ogromną skalę. Dzięki temu zaoszczędzimy miliardy dolarów, a pacjenci nie będą musieli przechodzić nieefektywnego leczenia i cierpieć z powodu skutków ubocznych”.
Badania stężenia antygenu PSA są w niektórych przypadkach uzasadnione. Według dr. Ablina, badanie stężenia antygenu PSA we krwi nie pomaga w diagnozowaniu raka prostaty. Badania te są przydatne jedynie podczas monitorowania choroby lub u tych pacjentów, w których rodzinach pojawiał się rak prostaty. Gwałtowny wzrost stężenia antygenu PSA we krwi tych osób może oznaczać nawrót choroby lub jej pojawienie się.
Pozdrawiam, życząc zdrowia!
Jean-Marc Dupuis
WITAM
Coraz rzadziej.piszę.Tematyka którą się zajmuję bywa bardzo zmanipulowana przez grupy wpływów.Ludzie którzy powinni dbać o nasze zdrowie widzą tylko korzyści materialne.To czyste szaleństwo.Warto więc zacząć myśleć o swoim zdrowiu samodzielnie.Inaczej większość umrze na raka nawet go nie mając.Taki paradoks pojawia się stąd że większość pacjentów umiera na skutek przyjmowania leków syntetycznych,a nie na chorobę którą niby te leki mają leczyć.
Polecam artykuł dotyczący raka prostaty-czy warto go "leczyć "?
Prostata: kiedy „zapobieganie” prowadzi do katastrofy
Choć tak we Francji jak i w Polsce nie było o tym głośno, trzy lata temu w czasopiśmie British Medical Journal opublikowano sensacyjne wyniki badania dotyczącego podwyższonego stężenia antygenu PSA w osoczu, które uznawane jest za objawy problemów z prostatą1.W związku z wynikami tego badania rozpoczęto też kampanię medialną mającą na celu zakończenie prowadzenia badań przesiewowych w kierunku raka prostaty za pomocą badania stężenia antygenu PSA w osoczu. Na zakończenie tej kampanii w New York Times z 3 marca 2010 r. opublikowano artykuł autorstwa dr. Richarda Ablina – tego samego, który odkrył antygen PSA w roku 1970!
Dr Ablin zaatakował ideologię „kompletnego zapobiegania”, zachęcającą wszystkich mężczyzn, w tym tych całkowicie zdrowych, do zgłaszania się na badania, których efektem może być spirala kolejnych kosztownych i niebezpiecznych badań i zabiegów o potencjalnie katastrofalnych skutkach.
Niestety echa tego badania (opublikowanego w języku angielskim) nie dotarły do wszystkich krajów europejskich. W dalszym ciągu na ogromną skalę prowadzi się badania przesiewowe na obecność antygenu PSA. Co roku setki tysięcy mężczyzn przechodzą niepotrzebne katusze. Wielu z nich musi poddać się biopsji prostaty lub bolesnemu i zupełnie niepotrzebnemu zabiegowi usunięcia tego gruczołu.
Czytelnicy Poczty Zdrowia muszą więc zapoznać się z obiektywnymi informacjami dotyczącymi problemów z prostatą.
W poszukiwaniu PSA
PSA oznacza Prostate-Specific Antigen, czyli „swoisty antygen sterczowy”. PSA to enzym wytwarzany przez komórki prostaty; jego produkcja zwiększa się podczas choroby lub po pojawieniu się nowotworu.Prostata (stercz) to męski gruczoł wytwarzający płyn nasienny. Gruczoł ten znajduje się pod pęcherzem. Zwiększone stężenie antygenu PSA w płynie nasiennym odnotowuje się w przypadku chorób prostaty. Ponieważ część antygenu PSA przedostaje się do krwi, problemy z prostatą można także wykryć za pomocą badania krwi.
Stężenie PSA rośnie w kilku przypadkach: przy zapaleniu gruczołu krokowego, przy łagodnym przeroście prostaty (tej słynnej chorobie, która zmusza mężczyzn do wstawania w nocy w celu pójścia do toalety), a także u tych mężczyzn, u których rozwija się nowotwór prostaty.
Ideologia „zapobiegania”
Można więc wywnioskować, że wystarczy proste badanie, aby można było wykryć problemy z prostatą już na początku ich powstania; jednak zarówno lekarze, jak i przemysł farmaceutyczny nieszczególnie się z tego ucieszyli. Sam pomysł wydaje się być całkiem rozsądny: tak jak w przypadku pożarów lasu, z chorobą lepiej jest walczyć w jej wczesnym stadium. Niestety, jak to często w życiu bywa, wcale nie jest to takie proste.Wyniki badań nigdy nie dają stuprocentowej pewności. Ponadto, czasami w ramach badań wykrywane są „problemy”, które nie istnieją. Na przykład badanie mammograficzne może wykryć obecność komórek nowotworowych, które nigdy nie spowodują pogorszenia jakości życia czy skrócenia życia kobiety. Podobnie wygląda to w przypadku prostaty: ryzyko związane z rakiem prostaty jest mocno przesadzone.
Wiąże się to z nadmierną obawą przed zachorowaniem na raka prostaty – obawą, która nie znajduje potwierdzenia w liczbach. Liczby mogą być przerażające: 16% mężczyzn we Francji dowiaduje się w pewnym momencie swojego życia, że ma raka prostaty. I choć świadomość zachorowania na raka nie jest niczym przyjemnym, należy zwrócić uwagę na fakt, że rak prostaty to szczególny rodzaj nowotworu.
Komórki nowotworowe znajdują się w każdej prostacie (tak samo jak w każdym innym narządzie). Nasz układ odpornościowy pracuje bezustannie, próbując zniszczyć te komórki, używając w tym celu przede wszystkim komórek NK (ang. Natural Killer – „naturalni zabójcy”).
Tak więc w większości przypadków wykryte w badaniach komórki nowotworowe nie przekształcają się w rzeczywiste guzy. Liczba komórek nowotworowych w naszym organizmie rośnie z wiekiem. Dzieje się tak szczególnie w przypadku prostaty; jednakże jest to całkowicie naturalne zjawisko. Jest ono naturalne do tego stopnia, że lekarze doszli do wniosku, iż wszyscy mężczyźni w wieku 90 lat mają raka prostaty!
Związane jest to z faktem, że podczas biopsji istnieją ogromne szanse na pobranie komórek nowotworowych. Jednakże wzrost liczby komórek nowotworowych w prostacie odbywa się w większości przypadków niezmiernie powoli. I to tak powoli, że pomimo pojawienia się guza, 80% mężczyzn, u których wystąpi „nowotwór prostaty” nie zdąży nawet tego zauważyć, bo... umrą oni z całkiem innych przyczyn!
Należy w tym miejscu przytoczyć słowa komediowego dr. Knocka: Każdy zdrowy człowiek to w rzeczywistości chory, którego chorobę się ignoruje. W związku z tym, Szanowny Czytelniku, są spore szanse, że i Ty, nawet jeśli czujesz się doskonale, możesz być dotknięty wolno rozwijającą się chorobą, która z pewnością doprowadzi do Twojej śmierci – o ile będziesz żyć wystarczająco długo, żeby się o tym przekonać!
80% mężczyzn z rakiem prostaty umiera z całkiem innych przyczyn
W przypadku raka prostaty jest to dokładnie 82,25% mężczyzn, u których zdiagnozowano nowotwór i którzy umarli z całkiem innych przyczyn. Musimy także zwrócić uwagę na „przyczyny” chorób opisywane przez współczesną medycynę.Obecnie nikt nie wydaje się umierać z przyczyn naturalnych. Lekarze zawsze muszą znaleźć jakąś „przyczynę”: często czytamy, że znany artysta zmarł w wieku 97 lat na tę czy inną „chorobę”. Moim zdaniem, każdy, kto umiera w wieku 85 lat i więcej, umiera z przyczyn naturalnych. Nie dotyczy to oczywiście osób, które rozbiły sobie głowę czy otrzymały postrzał w klatkę piersiową.
Wróćmy jednak do raka prostaty.
• Głównym powodem odwrotu od zakrojonych na szeroką skalę badań przesiewowych pod kątem raka prostaty w USA jest fakt, że podwyższone stężenie antygenu PSA we krwi nie oznacza raka. Mimo że większość lekarzy i urologów uważa, że stężenie antygenu PSA ponad 4 ng/ml oznacza pojawienie się problemu, warto wiedzieć, że 80% mężczyzn, u których stężenie antygenu PSA wynosi pomiędzy 4 a 10 ng/ml choruje na łagodny przerost gruczołu krokowego, który nie ma nic wspólnego z rakiem, a także, że wynik taki może być spowodowany innymi przyczynami, na przykład stanem zapalnym lub przyjmowaniem leków (takich jak ibuprofen).
• Rak prostaty może wiązać się z obniżeniem stężenia antygenu PSA we krwi.
• Badanie stężenia antygenu PSA jest jak rzut monetą: pozwala ona na zdiagnozowanie jedynie 3,8% przypadków raka; oznacza to, że 96,2% nowotworów pozostaje niezdiagnozowane!
• Badania pozwalające określić stężenie antygenu PSA we krwi służą co prawda wykryciu raka, ale nie potrafią jednoznacznie określić, czy jest to łagodny i powoli rozwijający się nowotwór, który nie przysparza problemów, czy też jest to bardziej agresywny rodzaj raka.
The New England Journal of Medicine, szanowane czasopismo medyczne, opublikowało w 2009 r. wyniki dwóch badań związanych ze stężeniem antygenu PSA; jedno z tych badań przeprowadzono w Europie, a drugie – w Stanach Zjednoczonych. W badaniu amerykańskim wykazano, że w okresie do siedmiu do dziesięciu lat „zapobieganie” za pomocą badań stężenia antygenu PSA nie zmniejszyło odsetka zgonów u mężczyzn w wieku ponad 55 lat.
W badaniu prowadzonym w Europie stwierdzono niewielkie obniżenie odsetka zgonów; jednakże, aby zapobiec jednemu zgonowi, należało poddać badaniom przesiewowym aż 1410 mężczyzn, a 48 z nich musiało poddać się leczeniu. Oznacza to, że 47 mężczyzn przeszło zabieg, który być może nie był konieczny, za to najprawdopodobniej sprawił, że pozostaną impotentami lub nie będą w stanie trzymać moczu do końca życia!
Dlaczego więc nadal bada się poziom stężenia PSA we krwi?
Wyjaśnienie podane przez dr. Ablina mrozi krew w żyłach: według niego „ta ogromna fala badań przesiewowych [w USA] napędzana jest chęcią zysku”. Dodaje on również, że dzięki tym badaniom „powstała ogromna gałąź przemysłu” skupiona wokół problemów z prostatą. „Niestety, medycyna nie jest oparta na faktach naukowych: dokonujemy wyborów, a następnie próbujemy je uzasadniać, twierdząc, że zrobiliśmy to, co w tej sytuacji uznaliśmy za najlepsze”.
Wnioski? „Świat medyczny musi przejrzeć na oczy i przestać zalecać badania stężenia antygenu PSA na tak ogromną skalę. Dzięki temu zaoszczędzimy miliardy dolarów, a pacjenci nie będą musieli przechodzić nieefektywnego leczenia i cierpieć z powodu skutków ubocznych”.
Badania stężenia antygenu PSA są w niektórych przypadkach uzasadnione. Według dr. Ablina, badanie stężenia antygenu PSA we krwi nie pomaga w diagnozowaniu raka prostaty. Badania te są przydatne jedynie podczas monitorowania choroby lub u tych pacjentów, w których rodzinach pojawiał się rak prostaty. Gwałtowny wzrost stężenia antygenu PSA we krwi tych osób może oznaczać nawrót choroby lub jej pojawienie się.
Pozdrawiam, życząc zdrowia!
Jean-Marc Dupuis
czwartek, 11 kwietnia 2013
Choroby autoimmunologiczne
częstość występowania chorób autoimmunologicznych, podczas których nasz organizm atakuje sam siebie, w ciągu ostatnich dziesięcioleci wzrosła aż trzykrotnie!
We Francji choruje na nie już od 5 do 10% populacji; choroby te znajdują się na trzecim miejscu pod względem obciążenia budżetu państwa, ponieważ ich leczenie jest niezwykle ciężkie, a czas leczenia – bardzo długi.
Rachunek jest prosty: obecnie więcej kobiet cierpi na choroby autoimmunologiczne niż na choroby układu krążenia czy raka piersi razem.
Choroby te są niezwykle różnorodne: stwardnienie rozsiane, cukrzyca typu 1 (nazywana kiedyś „cukrzycą dziecięcą” lub „cukrzycą insulinozależną”), toczeń, choroba Hashimoto (przewlekłe limfocytowe zapalenie gruczołu tarczowego), reumatoidalne zapalenie stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, zespół Sjögrena, choroba Leśniowskiego-Crohna czy łuszczyca są chorobami autoimmunologicznymi.
Istnieje również wiele innych tego rodzaju chorób, które atakują układ nerwowy, stawy, mięśnie, skórę, gruczoły wydzielania wewnętrznego czy serce.
Krótko mówiąc: choroby autoimmunologiczne to choroby, w których układ odpornościowy zamiast atakować ciała obce takie jak bakterie (co jest jego podstawowym zadaniem), atakuje Twój własny organizm. Oznacza to, że bierze za wroga kogoś innego niż powinien.
Takie sytuacje zdarzają się wtedy, gdy działanie układu odpornościowego zostaje zakłócone. Coraz częściej okazuje się, że tym „elementem zakłócającym” są toksyny, których ogromne ilości znajdują się w naszym środowisku.
Bez popadania w paranoję czy wyolbrzymiania ryzyka (produkty chemiczne nie zawsze są „niebezpieczne dla zdrowia” – woda mineralna też przecież jest takim produktem):
- spróbuję zbadać, jak obecne w naszym środowisku toksyny mogą wpływać na stan Twojego zdrowia oraz powodować rozwój chorób autoimmunologicznych,
- a także podam 9 wskazówek pomocnych w ich leczeniu.
Zanieczyszczenie środowiska – główna przyczyna chorób autoimmunologicznych
W naszym środowisku znajdują się naprawdę ogromne ilości toksyn. Od roku 1900 do chwili obecnej pojawiło się ponad 80 000 nowych produktów chemicznych (nie oznacza to, że wszystkie są toksyczne). Co roku uwalniane są do środowiska ogromne ilości toksycznych substancji; według EPA (Amerykańskiej Agencji ds. Ochrony Środowiska) jest to ponad 10 milionów ton.Poziom rtęci w wodzie morskiej, rzekach i pożywieniu stale wzrasta; w środowisku naszych przodków rtęci było niewiele, mimo że była ona powszechnie stosowana w medycynie. Co roku uwalniane jest do atmosfery 3500 ton rtęci pochodzenia przemysłowego. Należy zauważyć, że gwałtowne wzrosty stężenia rtęci widoczne podczas badania rdzeni lodowych są spowodowane wybuchami wulkanów, podczas których do atmosfery mogą uwalniać się tysiące ton rtęci.
Również mięso ryb zawiera coraz więcej rtęci; dotyczy to szczególnie dużych ryb, które żywią się mniejszymi, ponieważ w ich mięsie zbiera się najwięcej toksyn; w niektórych najbardziej zanieczyszczonych regionach Ameryki Południowej zawartość rtęci w kilogramie ryby wynosi nawet 1,67 mg (badanie INVS z 1997 r.). Dlatego też należy unikać jedzenia dużych ryb takich jak tuńczyk, miecznik lub rekin.
Jedno ze stowarzyszeń amerykańskich, Environmental Working Group, badało krew pępowinową (znajdującą się w pępowinie) noworodków w momencie narodzin. Stwierdzono, że we krwi pępowinowej znajduje się 287 substancji chemicznych pochodzących z produkcji przemysłowej, w tym pestycydy, ftalany, parabeny, dioksyny, środki opóźniające zapłon, teflon i rtęć. To wszystko znajduje się w organizmie dziecka jeszcze przed narodzeniem!
Nasze ciało, prawdziwa „oczyszczalnia ścieków”
Obecność niewielkich ilości toksyn w naszym ciele to zjawisko całkowicie normalne, ponieważ nasze ciało wytwarza produkty przemiany materii. Ludzki organizm spala składniki odżywcze, produkując w ten sposób „spaliny”, czyli toksyny. Oczywiście zostaliśmy również wyposażeni w system ich odprowadzania. W naszym ciele znajdują się cztery narządy służące do oczyszczania krwi, które wyłapują toksyny i pomagają w ich wydalaniu. Są to: wątroba, nerki, płuca i skóra.Część znajdujących się w naszym ciele toksyn powstaje również podczas starzenia się tkanek. Nasze ciało musi codziennie pozbywać się resztek martwych komórek, czerwonych krwinek oraz minerałów. Jednakże najwięcej toksyn pochodzi z rozkładu substancji odżywczych. W procesie rozpadu białek wytwarzany jest mocznik i kwas moczowy; podczas spalania glukozy wytwarza się kwas mlekowy oraz dwutlenek węgla, a podczas utleniania tłuszczów – ciała ketonowe.
Toksyny te są tolerowane przez organizm do momentu przekroczenia pewnego progu stężenia. Jednakże po przekroczeniu tego progu stają się one realnym zagrożeniem dla naszego ciała. Działają one jak trucizna, zatruwając tkanki i narządy, a ich nadmiar zaburza funkcjonowanie organizmu.
Ciało zaczyna zachowywać się jak źle wyregulowany silnik, z którego wydobywa się czarny, gęsty dym i który przestaje w rezultacie działać.
Jeżeli produktów przemiany materii jest w organizmie więcej niż jest on w stanie usunąć, toksyny zaczynają gromadzić się w tkankach i stają się przyczyną przyszłych chorób. Oto kilka liczb, które pozwolą nam lepiej zrozumieć, jak ważnym czynnikiem jest prawidłowa eliminacja toksyn z organizmu: nerki powinny usuwać od 25 do 30 g mocznika w ciągu 24 godzin. Jeżeli są w stanie usunąć tylko 20 g, to pozostałe 5 g zostaje w organizmie – a to już 150 g na miesiąc!
Jeśli nerki usuwają jedynie 12 g soli w ciągu 24 godzin, a my z pożywieniem dostarczamy 15 g soli lub więcej, to codziennie w organizmie pozostaje 3 g soli, czyli 90 g na miesiąc!
Leki syntetyczne (wytwarzane wyłącznie chemicznie) oraz szczepionki to kolejne źródła toksyn. Stosowane rzadko i w wyjątkowych przypadkach, leki te nie wywierały nigdy tak negatywnego wpływu na nasz organizm jak obecnie, ponieważ niestety wszyscy zażywamy coraz więcej różnych lekarstw.
Ponadto do naszych organizmów trafia coraz więcej barwników, emulgatorów, stabilizatorów, substancji wzmacniających smak, przeciwutleniaczy, środków konserwujących itp., czyli dodatków, które nie poprawiają wartości odżywczej jedzenia, ale sprawiają, że lepiej ono wygląda i można je dłużej przechowywać. Co prawda są one tylko drobnym dodatkiem do jedzenia, ale obliczono, że rocznie zjadamy od 2 do 3 kilogramów tych substancji!
Na szczęście nie są one toksyczne; większość z nich jest dla nas całkowicie obojętna. Z kolei niektóre kosmetyki, talki, kremy, farby do włosów, pudry, dezodoranty itp. zawierają szkodliwe substancje lub takie, które znajdują się na granicy toksyczności.
Wiele substancji toksycznych przedostaje się do naszego ciała poprzez drogi oddechowe. To nie tylko dym tytoniowy, ale także substancje trujące uwalniane do powietrza przez kominy fabryczne, elektrociepłownie oraz rury wydechowe naszych samochodów.
Nie przedstawiam tej listy po to, aby Ciebie, Szanowny Czytelniku, przestraszyć, tylko po to, aby zaprezentować Ci wszystkie możliwe źródła toksyn w Twoim organizmie. Weź pod uwagę fakt, że większości z nich możesz uniknąć, i pamiętaj, że Twoje ciało to nie kosz na śmieci, do którego można wrzucać, co popadnie.
W jaki sposób wiąże się to z chorobami autoimmunologicznymi?
Według dr. Douglasa Kerra, profesora wydziału medycyny amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore, „choroby autoimmunologiczne są coraz częstsze, a ekspozycja na toksyny i inne substancje chemiczne sprawia, że ryzyko zachorowania na nie staje się coraz większe. Badania naukowe są niezwykle wiarygodne, a ich wyniki – niepodważalne”.Znajdujące się w naszym otoczeniu toksyny są głównym czynnikiem prowadzącym do powstawania chorób autoimmunologicznych. Jednakże medycyna konwencjonalna zupełnie nie bierze tego pod uwagę.
Lekarze próbują zatrzymać reakcje obronne za pomocą leków o gwałtownym działaniu, takich jak NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne), sterydy (np. kortyzon), oraz nowoczesne leki zwane immunosupresantami, takie jak inhibitory TNF-alfa.
Jednakże leki te blokują działanie układu odpornościowego na tyle skutecznie, że pacjent jest z kolei narażony na rozwój infekcji lub zachorowanie na raka. Powodowane przez nie skutki uboczne stawiają pod znakiem zapytania skuteczność ich działania. Na krótką metę mogą one uratować życie, jednakże na dłuższą – nie mają żadnego wpływu na przyczyny chorób autoimmunologicznych.
Dr Mark Hyman ze Stanów Zjednoczonych, twórca „medycyny funkcjonalnej”, wyjaśnia, w jaki sposób leczył niektórych pacjentów cierpiących na choroby autoimmunologiczne. Otóż likwidował podstawowe przyczyny tych chorób, czyli nadmiar toksyn, alergenów, obecność infekcji, a także złej diety i stresu. Opowiada on też o swoich doświadczeniach:
„Wiele lat temu cierpiałem na zespół przewlekłego zmęczenia. Choroba ta częściowo wywoływana jest przez reakcję autoimmunologiczną; badania wykazały, że moje ciało próbuje zwalczać samo siebie. Po wyeliminowaniu z organizmu rtęci byłem jednak w stanie zwalczyć przewlekłe zmęczenie oraz inne problemy autoimmunologiczne. U mojej żony również pojawiły się objawy choroby autoimmunologicznej, takie jak bóle stawów oraz zmęczenie. Zastosowaliśmy intensywną dietę oczyszczającą, która pomogła jej pozbyć się z organizmu metali ciężkich i byliśmy w stanie zwalczyć wszelkie objawy. Podobnie stało się w przypadku wielu moich pacjentów. W przypadku każdego pacjenta najpierw znajduję wszystkie przyczyny choroby: toksyny, alergeny, infekcje, problemy z odżywianiem lub stres, a następnie stosuję wszystko to, czego organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania: odpowiednią, zdrową dietę, starannie dobrane składniki odżywcze, gimnastykę, relaks, wodę lub spotkania towarzyskie, które nadają sens życiu. Wyniki są rewelacyjne.
Jedna z moich pacjentek chorowała na ciężką łuszczycę oraz chorobę zwyrodnieniową stawów. Miała 42 lata, a nie potrafiła wchodzić po schodach i schodzić z nich, wykąpać się samodzielnie czy zajmować własnymi dziećmi. Jednakże zaledwie dziewięć miesięcy od rozpoczęcia leczenia (które polegało na wyeliminowaniu z diety glutenu oraz innych alergenów, oczyszczeniu organizmu ze śladów metali ciężkich oraz unormowaniu pracy układu odpornościowego) wyszła z mojego gabinetu nie tylko lżejsza o 15 kilogramów (stany zapalne powodują tycie), ale także całkowicie wyleczona z bólu i łuszczycy.
Nie był to odosobniony przypadek: miałem też pacjenta, który od lat cierpiał na krwawe biegunki i wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Stosował specjalne diety oraz środki wspomagające trawienie, które nieco mu pomogły, lecz nie były w stanie go wyleczyć... aż w końcu pomogło wyeliminowanie z jego organizmu rtęci.
Ostatnio przyszła do mnie pacjentka, która cierpiała z powodu zmęczenia oraz zmian w mózgu spowodowanych przez stwardnienie rozsiane; jej objawy ustąpiły całkowicie po usunięciu plomb zawierających rtęć oraz zastosowaniu diety oczyszczającej. Podczas kolejnego badania metodą rezonansu magnetycznego okazało się, że nie ma już żadnych objawów stwardnienia rozsianego”.
Istnieje więc wiele sposobów leczenia chorób autoimmunologicznych, na które cierpimy my czy nasi bliscy. Oto kilka zaleceń dr. Hymana.
- zrób badania sprawdzające stężenie rtęci i metali ciężkich w organizmie,
- zrób badania w kierunki celiakii (reakcji autoimmunologicznej na pszenicę i inne zboża zawierające gluten, która powoduje ponad sześćdziesiąt chorób autoimmunologicznych),
- spróbuj wyeliminować z diety na kilka tygodni wszelkie pokarmy, które mogą powodować stan zapalny i obserwuj uważnie, czy objawy choroby ustępują (można przestrzegać diety antyzapalnej dr. Weila lub diety hipotoksycznej dr. Seignaleta),
- zażywaj suplementy diety, które pomagają w przywróceniu równowagi układu odpornościowego, takie jak witamina D, niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (EPA/DHA) oraz probiotyki,
- stosuj metody głębokiego relaksu: jogę, medytację, biofeedback lub inne metody, które pozwalają na obniżenie poziomu stresu,
- unikaj produktów (i ich spożywania), co do toksyczności których masz wątpliwości i które mogą mieć działanie uczulające,
- dowiedz się, jak wykorzystać naturalne zdolności organizmu do samooczyszczania z toksyn.
Jean-Marc Dupuis
sobota, 16 marca 2013
ORGANIZM BEZ TOKSYN-TO SPOSÓB NA DŁUGIE I ZDROWE ŻYCIE
Wiosenne oczyszczanie - lekarz radzi...
Zbliża się wiosna – w promieniach słońca świat staje się coraz piękniejszy, przyroda budzi się do życia. Wiosenne słońce daje nam energię, ale bezlitośnie odsłania wszystkie mankamenty naszej skóry, niedoskonałości figury i otaczającego nas środowiska. Dlatego o tej porze roku tradycyjnie porządkujemy nasze domy – sprzątamy, myjemy okna, usuwamy zbędne przedmioty z piwnic i strychów.
Na wiosnę, po
długiej zimie często odwiedzamy fryzjera i kosmetyczkę. Stan naszej
skóry, włosów i paznokci zależy w znacznym stopniu od tego, w jakim
stanie jest nasze jelito i wątroba. Jelito – jak korzeń roślinę – odżywia nas, a wątroba – uwalnia od toksyn.
Dlatego kuracje kosmetyczne, nawet na bazie najnowszych kosmetyków
bogatych w składniki aktywne, nie zawsze dają dobre rezultaty.
Tajemnica sekretu pięknego wyglądu i zdrowia
jest bardzo prosta – organizm człowieka powinien być czysty od środka,
dobrze odżywiony przez zdrowe jelito, wolny od toksyn, dzięki prawidłowo
pracującej wątrobie.
W warunkach współczesnej cywilizacji utrzymanie idealnego stanu równowagi wewnętrznej, czyli homeostazy
jest bardzo trudne. Wysoki poziom stresu, nieregularne odżywianie,
żywność o dużym stopniu przetworzenia uboga w biopierwiastki i witaminy z
dużą zawartością cukru. Dodatkowo stan naszego organizmu pogarsza
nadmiar wypijanej kawy, alkoholu i palenie papierosów. Wątrobie poza
alkoholem nie służy również coraz większa ilość stosowanych leków. Na co
dzień nie zawsze pamiętamy o piciu odpowiedniej ilości czystej dobrej
jakości wody.
Dbanie o jelito, które nas odżywia i o wątrobę, która uwalnia od toksyn, jest podstawą profilaktyki zdrowotnej.
Jak tego dokonać? Jakie narzędzia i środki wykorzystać do
przeprowadzenia porządków w naszym organizmie? Jaka pora jest
najbardziej odpowiednia na taką kurację?
Wiosna
to znakomity okres do przeprowadzenia kuracji oczyszczającej organizm.
Uwolnienie organizmu z toksyn zmniejsza objawy wiosennego zmęczenia,
pozytywnie wpływa na odporność, poprawia stan skóry, włosów i paznokci.
Na przełomie zimy i wiosny często mamy problem z infekcjami wirusowymi – przeziębienia, zapalenia gardła, opryszczka, grypa - to częste problemy o tej porze roku. Pamiętajmy, że 80% komórek odpornościowych
powstaje w tkance limfatycznej, która znajduje się pod śluzówką jelita.
Badania naukowe potwierdziły, że działanie systemu immunologicznego
zależy w znacznym stopniu od mikroflory zamieszkującej ten ogromny
ekosystem.
Wewnętrzna powierzchnia
jelita jest około 200 razy większa od powierzchni skóry i zajmuje około
400 metrów kwadratowych, a ilość żyjących tam bakterii jest tak duża, że
ich łączna masa sięga 2 kilogramów. Prawidłowa i silna obrona immunologiczna organizmu wymaga symbiozy z przyjazną dla nas mikroflorą, która stymuluje tkankę limfatyczną do produkcji silnych i aktywnych komórek obronnych, ponadto wpływa na szczelność jelit poprzez pobudzanie biosyntezy białek, połączeń ścisłych odpowiedzialnych za przyleganie komórek nabłonka wyścielających jelito.
Posiadanie zdrowej, przyjaznej mikroflory to podstawa zdrowia i urody
– dlatego dbałość o równowagę biologiczną w jelicie, która jak korzeń
odżywia nas i poprzez system immunologiczny chroni nasze zdrowie,
powinno stać się stałym elementem naszego stylu życia. Powinniśmy
polubić nasze przyjazne bakterie, dbać o nie, pielęgnować i starać się o
najbardziej dla nich odpowiednie środowisko w naszych jelitach, a po
chorobach i kuracjach medycznych w wyniku, których ich ilość się obniża –
okresowo uzupełniać i zwiększać ich ilość - szczególnie pałeczek kwasu
mlekowego Lactobacillus acidophilus i Bifidobacterium.
W
warunkach współczesnej cywilizacji, pomimo wysokiego poziomu higieny,
dostępu do czystej wody, posiadania przez nas pięknych łazienek, nie
jesteśmy całkowicie wolni od pasożytów, chociaż często
nie zdajemy sobie sprawy z ich obecności. Pasożyty potrafią ukrywać się i
maskować swoją obecność, nawet układ immunologiczny nie zawsze je
zauważa i zwalcza.
Szczególną grupą mikroorganizmów, które często zamieszkują nasz organizm latami i bardzo trudno się ich pozbyć, są grzyby
– wpływa na to dieta bogata w cukier, słodycze i produkty z białej
mąki, stosowanie antybiotyków w kuracjach medycznych i hodowli zwierząt
oraz wysoki poziom stresu. Do wyjątkowo odpornych na leczenie należą
drożdże Candida albicans, których liczne toksyny mogą zaburzać prawidłowe funkcjonowanie naszego organizmu, szczególnie systemu immunologicznego, nerwowego i hormonalnego.
Toksyny,
które uwalniają pasożyty i grzyby, mogą powodować wiele różnych objawów
klinicznych. Czasami są leczone jako odrębne jednostki chorobowe. W
badaniach naukowych istnieje wiele doniesień, które potwierdzają możliwy związek zapadalności na niektóre choroby z obecnością pasożytów i grzybów w naszym organizmie
– należą do nich m.in.: alergia, zespół przewlekłego zmęczenia,
otyłość, cukrzyca, zaburzenia trawienia, stany zapalne jelit, zapalenia
stawów, bóle głowy, choroby skórne.
Regularne kuracje oczyszczające organizm
z pasożytów i grzybów mogą przynieść nam wiele korzyści dla zdrowia i
urody, a wiosna jest najlepszą porą roku do ich przeprowadzenia.
Skuteczność tych działań zależy w znacznym stopniu od stosowanej w tym
czasie diety z wykluczeniem cukru, słodyczy, również
słodkich owoców, białej mąki i z ograniczeniem mięsa, a nawet jego
czasowym wyłączeniem. Bardzo korzystne są warzywa w każdej postaci – na surowo, na ciepło i jako świeżo wyciskane soki.
Podczas kuracji istotna jest odpowiednia ilość czystej wody, którą powinno się pić na czczo i między posiłkami, najlepiej ciepłą, w ilości co najmniej 1,5 litra dziennie.
W pozbyciu się pasożytów i grzybów bardzo pomocne mogą być niektóre rośliny, których działanie biologiczne uwarunkowane jest zawartością składników aktywnych o właściwościach hamujących wzrost albo rozwój pasożytów lub grzybów. Można wykorzystać ich wzajemne synergistyczne oddziaływanie, co może zwiększyć uzyskane efekty. Przykładem takich roślin są:
- orzech czarny – działanie antyseptyczne, ściągające, przeciwpasożytnicze i przeciwgrzybiczne. Zawiera jod organiczny o silnych właściwościach antyseptycznych, bogaty w biopierwiastki i witaminy;
- orzech włoski – zawiera juglandynę i związki fenolowe o właściwościach przeciwpasożytniczych. Źródło serotoniny - wpływa korzystnie na nastrój i uczucie sytości;
- czosnek - posiada właściwości antyseptyczne, hamuje wzrost wielu szczepów bakterii i grzybów, nie niszcząc przyjaznej mikroflory, poprawia odporność, reguluje poziom lipidów, działa przeciwzakrzepowo;
- nasiona grejpfruta – wyciąg z nasion grejpfruta posiada działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe oraz przeciwpasożytnicze;
- komosa piżmowa – posiada właściwości przeciwpasożytnicze szczególnie przeciwko obleńcom – uważany jest za jeden z lepszych środków zwalczających glistę ludzką, główny składnik aktywny – askarydol;
- pau d’arco (lapacho, taheebo) – zawiera lapachol – o działaniu przeciwwirusowym i przeciwpasożytniczym;
- olejek goździkowy – główny składnik aktywny – eugenol – wykazuje działanie przeciwpasożytnicze, przeciwgrzybicze, antyoksydacyjne, przeciwzapalne, przeciwbólowe, stosowany w stomatologii w leczeniu kanałowym zębów.
W czasie kuracji oczyszczającej powinniśmy zadbać o naszą wątrobę,
która jako główny filtr oczyszczający krew z substancji toksycznych
jest wtedy bardzo obciążona. Powinniśmy wykluczyć alkohol, unikać
obfitych, późnych kolacji i włączyć substancje biologicznie aktywne,
które wykazują korzystne działanie na procesy odtruwania, zachodzące w
wątrobie. Należą do nich:
- witamina C z bioflawonoidami;
- aminokwasy niezbędne do prawidłowego przebiegu cyklu mocznikowego (zamiana toksycznego amoniaku w mocznik): L-arginina, L-cysteina, L-ornityna;
- metionina, kwas alfa-liponowy - pomocne w zwalczaniu wolnych rodników tlenowych;
- selen z L-cysteiną – działanie odtruwające i antyoksydacyjne;
- wyciąg z ostropestu plamistego – sylimaryna – chroni wątrobę przed toksycznym działaniem alkoholu i leków, ma działanie wspomagające regenerację komórek wątrobowych;
- cholina, chrom i L-karnityna wspomagające metabolizm lipidów.
Kuracja
oczyszczająca jelito i wątrobę, którą przeprowadzimy na wiosnę, to
podstawa utrzymania organizmu w dobrej kondycji przez cały rok. Organizm
wolny od toksyn, grzybów i pasożytów ma naturalne zdolności do
regeneracji i naprawy komórek, silny system odpornościowy, a proces
starzenia przebiega w nim wolniej
Dr n.med. Danuta Broniarczyk-Pawłowska
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)